Bezdomne psy mogą trafić na ulicę

2009-04-17 00:00:00

— Nasze schronisko prowadzone jest dobrze — twierdzą Grażyna i Zygmunt Dworakowscy, właściciele schroniska dla zwierząt w Radystach (gmina Biała Piska). Informację tą potwierdza również lekarz weterynarii i policja. Natomiast komisja z Urzędu Miasta w Ełku jest innego zdania i postanowiła nie przedłużać umowy z placówką. Czy opinia urzędników jest sprawiedliwa?

Małgorzata Olender
m.olender@gazetaolsztynska.pl

Martwe zwierzęta w wyłączonej lodówce, brak umowy z lekarzem weterynarii na opiekę nad zwierzętami, brak odpowiedniego miejsca do przechowywania karmy, ogólne zaniedbanie w schronisku dla zwierząt w Radysach (gmina Biała Piska) — takie uchybienia stwierdzili urzędnicy Urzędu Miasta i Gminy w Ełku podczas kontroli.
— To są wierutne kłamstwa, nie mające pokrycia w rzeczywistości — odpierają zarzuty Grażyna i Zygmunt Dworakowscy, właściciele schroniska dla zwierząt w Radystach. — Nasze schronisko prowadzone jest dobrze. A lodówka musiała być odłączona, bo czekaliśmy na firmę, która odbiera od nas martwe zwierzęta — takie są ich wymagania.


Zamiast podwyżki — wypowiedzenie umowy i kontrola
Grażyna i Zygmunt Dworakowcy od 8 lat prowadzą schronisko dla zwierząt w Radysach. Od 3 lat mają podpisaną umowę miedzy innymi z Urzędem Miasta i Gminy w Ełku na odławianie i utrzymywanie bezpańskich psów. Ze względów ekonomicznych państwo Dworakowcy poprosili o podwyżkę stawki przypadającej na jednego psa. Wójt jednak nie zgodził się na ich ofertę. W efekcie nie przedłużył umowy i zarządził kontrolę w schronisku.
Po oględzinach kilku boksów stwierdzono ogromne zaniedbania i brak psów, które zgodnie z prowadzoną ewidencją, powinny pochodzić z gminy Ełk. Urzędnicy zawiadomili policję oraz lekarza weterynarii. Policja i lekarz nie stwierdzili jednak nieprawidłowości. Ich zdaniem wszystko wygląda tak, jak powinno: boksy są czyste, nie brakowało karmy ani picia dla psów.
— Sądzę, że to co się stało, to zwykła ludzka złośliwość, a wydana opinia jest niezgodna z prawdą — ubolewa Grażyna Dworakowska. — Urzędniczka, która przyjechała na kontrolę, była negatywnie nastawiona i do tego arogancka.
Właścicielka twierdzi, że kobieta cały czas zarzucała im nieprawidłowości nie zapoznając się ze stanem faktycznym.
— Nie pozwoliła nam nic wytłumaczyć — irytuje się Dworakowska. — Argumenty, jakie jej przedstawiliśmy, w ogóle do niej nie trafiały.

Opieka nad zwierzętami to ciężka praca
— Nie mamy sobie nic do zarzucenia, psy są zadbane i mają czysto — mówi ze łzami w oczach kobieta. — Robimy co możemy, żeby jak najlepiej opiekować się zwierzętami. Nie ukrywam, że to bardzo ciężka praca, bo same nakarmienie zwierząt zajmuje nam nawet 6 godzin.

Właściciele twierdzą, że reagują na każde wezwanie, jakie otrzymają z urzędów, czasami kilka razy dziennie. — Nasza placówka nie jest sponsorowana. — mówi właścicielka. — Pieniądze, jakie otrzymujemy z gmin na utrzymanie porzuconych zwierząt są niewystarczające, bo koszty są coraz większe. Nie możemy pozwolić na to, by zwierzęta głodowały lub nie miały opieki medycznej. I tak zostały już wystarczająco skrzywdzone przez los.

Dworakowscy zastanawiają się, jaki będzie dalszy los schroniska. Mają nadzieję, że uda im się uratować placówkę przed zamknięciem. — Ale do tego potrzebne są pieniądze i ludzcy urzędnicy.

Dorota Kibiłko, lekarz weterynarii z Pisza
— Opiekuje się tym schroniskiem od kilku lat. Jestem tam bardzo często — czasami nawet kilka razy w tygodniu. Nigdy nie stwierdziłam żadnych uchybień w prowadzeniu schroniska, wręcz odwrotnie — zwierzęta są zadbane, maja co jeść. Zaleciłam nawet głodówkę, bo stwierdziłam że psy są przekarmiane. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem, dokumentacja jest prowadzona prawidłowo. Oprócz mnie nadzoruje to jeszcze Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Piszu. Ma podpisaną umowę — zlecenie z panem Dworakowskim, ponieważ to jest warunkiem prowadzenia takiej placówki. Przeprowadzane były też kontrole z Rucianego Nidy i innych miejscowości — nigdy nie stwierdzono zaniedbań. W chwili obecnej w schronisku znajduje się 700 psów. Nie ma możliwości, żeby gminami segregować te psy, nie w tak dużej grupie. Pan Dworakowski bardzo dba o zwierzęta, przywozi im jedzenie nawet z jednostek wojskowych.

Dorota Kowalewska, specjalista do spraw ochrony środowiska w Ełku
— Z upoważnienia wójta gminy Ełk, wraz z 3 osobowa grupą, udałam się do schroniska w celu sprawdzenia stanu znajdujących się tam psów. Stwierdziliśmy, że właściciel schroniska nie potrafił określić dokładnie, ile psów znajduje się w chwili obecnej z gminy Ełk. Z dokumentów wynikało, że powinno być 65 sztuk, jednak naocznie okazano nam tylko 5. Stąd nasze obawy i uzasadniona decyzja, żeby zawiadomić odpowiednie władze.

Gmina Ełk o ujawnionych nieprawidłowościach w schronisku powiadomiła prokuraturę. Sprawę bada obecnie policja, postępowanie było prowadzone w kierunku znęcania się nad zwierzętami i oszustwa.

Barbara Grzeszczak, prezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Piszu

— Po kilkakrotnej kontroli schroniska w Radysach nie stwierdziłam żadnych zaniedbań. Wszystko wygląda normalnie, pieski są zadbane i nakarmione, brak jakichkolwiek znamion znęcania się nad zwierzętami. Jestem w stałym kontakcie z lekarzem weterynarii, współpracującym ze schroniskiem i nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Sama niejednokrotnie odwiedzałam schronisko nie zapowiadając wcześniej swojej wizyty i nie zauważyłam nigdy nic niepokojącego. Wręcz przeciwnie. Zwierzęta są pogodne, nawet radosne. Dziwi mnie podejście urzędników z Ełku i nie rozumiem ich negatywnej opinii.
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.